O jakości powietrza w górach słów kilka

Chciałem dzisiaj poświęcić chwilę na artykuł o zupełnie innej tematyce, jednak ciekawy eksperyment, który przeprowadziłem i wnioski z niego płynące spowodowały, że podejmę dyskusję w dość głośnej ostatnio sprawie dotyczącej jakości powietrza w naszym kraju. Na naszym rynku w ciągu kilku miesięcy pojawiło się parę ciekawych projektów, których celem jest zwiększenie ilości mierników pyłów zawieszonych PM10 i PM2.5 w terenie, przede wszystkim po to, aby trafniej prezentować dane dotyczące jakości powietrza w naszej okolicy. Inicjatywę popieram, jednak uznałem, że ciekawiej będzie opracować prosty w budowie czujnik pyłów zawieszonych, dzięki czemu każdy, kto zna podstawy elektroniki będzie mógł zbudować go we własnym zakresie w chwili wolnego czasu. Przy okazji tego artykułu mogę pochwalić się jego wersją proof-of-concept, a być może w niedalekiej przyszłości zamieszczę więcej informacji na temat jego budowy. Teraz jednak skupmy się na faktach...

Czujnik PM10/PM2.5/PM1.0 własnej budowy

#1 Mieszkania lub domy nie chronią nas przed pyłem zawieszonym PM10 i PM2.5

Można pomyśleć, że skoro jestem teraz w domu, a okna są szczelnie zamknięte, to nie powinienem być narażony na działanie pyłów zawieszonych. Niestety eksperyment pokazuje, że nie jest to prawda - bezpośrednio po uruchomieniu czujnika w pokoju na pierwszym piętrze wskazał on następujące wyniki:

Stężenie pyłów zawieszonych w pokoju

Chwila poszukiwania informacji w Internecie i rezultat prezentujący dopuszczalne stężenia pyłów zawieszonych podawane przez WHO. Jak widać w przytulnym pokoju w momencie pisania tego artykułu normy były przekroczone o przeszło 5 razy dla PM10 oraz o przeszło 9 dla PM2.5.

#2 Stężenie pyłów PM2.5 i PM10 poza budynkiem jest na ogół większe o 90%

Po chwili zadumy nad poprzednim wnioskiem zabrałem laptopa z całą elektroniką na zewnątrz, gdzie rezultaty prezentowały się następująco:

Pomiar stężenia pyłów zawieszonych na zewnątrz

Jak widać stężenie jest niemalże 100% większe w każdym przypadku, nie wspominając już nawet o tym, że mieszkam w okolicy, gdzie normy PM10 przekroczone są 10 razy, a PM2.5 17! Krótki pomiar pokazuje jak ważna jest ochrona przeciwpyłowa dróg oddechowych, ponieważ powietrze, którym oddychamy znacznie odbiega jakością np. od tego nad morzem.

#3 Każde zakrycie twarzy pomaga, różnice polegają jednak na skuteczności

Pomyślałem, że sprawdzę jak skuteczne są elementy garderoby, którymi często zakrywamy twarz chcąc chronić się przed pyłem zawieszonym. W tym celu wykorzystałem termoaktywny komin, w którym kiedyś biegałem, żeby porównać wyniki z otrzymanymi poprzednio. Pomiar wykonywany był w pokoju ze znanymi wartościami pyłów zawieszonych. Wyniki prezentuję poniżej.

Wynik filtracji z wykorzystaniem tkaniny

Wniosek: zakrywajmy twarz! Jeżeli nie chcemy inwestować w maski przeciwpyłowe, to przynajmniej szalikiem lub kominem jak w eksperymencie. Im gęstszy splot, tym lepiej. Uzyskany efekt - choć daleki od ideału - w niewielkim stopniu zredukuje szkodliwy wpływ pyłów zawieszonych na nasz organizm.

#4 Dobre maski przeciwpyłowe niezupełnie eliminują problem

Zamiast komina dzisiaj wykorzystuję maskę przeciwpyłową wiodącej firmy z filtrem zawierającym węgiel aktywowany. Pomiaru podobnie jak w poprzednim przypadku dokonałem w pokoju. Wyniki filtracji prezentują się następująco:

Filtracja pyłów zawieszonych przy użyciu maski przeciwpyłowej

Jak widać chociaż maska radzi sobie z filtracją powietrza bardzo dobrze, to wyniki i tak nie mieszczą się w normach wykazanych przez WHO. Wykorzystywanie dedykowanych filtrów przeciwpyłowych zmniejsza naszą ekspozycję na szkodliwe zanieczyszczenia 3-4 razy.

Jak widać oczywiste tematy przynoszą nieoczekiwane wnioski. Samo zabezpieczanie się przed szkodliwymi działaniem pyłów zawieszonych na zewnątrz to zbyt mało. Dużo dzieje się wokół problemu zanieczyszczenia powietrza już dzisiaj, ale wiele jeszcze pozostaje do zrobienia.